Dni w pracy są szalone. Empik ma w sobie coś i bez wątpienia jest to niezastąpione. Otóż posiada...niezwykłe pokłady głupawek ze zmęczenia i tym podobnych. Niezliczone są cięte riposty, sztandarowe hasła i powiedzenia jakie rodzą się w umysłach przepracowanych ludzi.
Z cyklu "stoję na kasie i nie ogarniam"
- Może coś z naszej aury? - powinno być "oferty". Pojęcia nie mam skąd mi się aura wzięła. Lub kolejne:
Transakcja kartą kredytową. Karta już w terminalu, pojawił się komunikat wołający o PIN, podaję więc pinpad klientce i mówię:
- Proszę, paragon i transakcja (...)
Przyznaję, że w takich sytuacjach sama mam największy ubaw z siebie. Albo dziś. O 8 rano mieliśmy comiesięczne zebranie MJK (Myślę Jak Klient - akurat). Dyrektor wygłaszał mowę na temat standardów obsługi klienta i krok po kroku - co należy mówić i robić. I np., należy parafrazować to, co klient do nas mówi. Na co Sylwia:
- Chciałbym kupić płytę.
- A więc chciałby pan kupić płytę?
na co ja - a może film?
(Bartek po zebraniu pociągnął temat:
Czy chciałby Pan kupić płytę?
k- tak
b - tak???)
Następnie kwestia pytań zamkniętych. Przytoczyłam sytuację:
klient - szukam prezentu
ja - dla kobiety?
k - nie
j - dla mężczyzny?
k - nie.
Ogólnie to niestety więcej zapomniałam, ale i tak hitem było dziś wypuszczenie przeze mnie reklamacji w świat, pod niewłaściwy adres... ale to dłuższa opowieść. Grunt, że się śmiejemy i zdrowo jest.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz